Kolejne z cyklu "tanie jak barszcz i proste jak włos Mongoła". Chili con carne w wersji made by ja :) Jak już wspominałam mój mężczyzna lubi pikantną kuchnię dlatego danie to gości często na naszych stołach. Mocne w smaku, piekące w gardło, sycące, tanie i bajecznie łatwe w wykonaniu. Czego więcej potrzeba głodnemu studentowi do szczęścia (oprócz zimnego piwa :P)? Mało zmywania, ponieważ danie jednogarnkowe :)
#Chili con carne
porcja na 2-3 osoby
300gram mięsa mielonego wieprzowego
puszka fasoli czerwonej
puszka krojonych pomidorów
łyżka przecieru pomidorowego
pół puszki kukurydzy
1-2 papryczki chili
kostka rosołowa (opcjonalnie)
pół cebuli
2 ząbki czosnku
przyprawy - sól, pieprz, bazylia, oregano
Na oliwie zeszklić cebulę i czosnek. Dodać pokrojone drobno chili (dla wielbicieli OSTRYCH wrażeń z pestkami, dla zwykłych śmiertelników bez), bazylię i oregano, przesmażyć chwilę. Dorzucić mięso, wymieszać wszystko, mięso zrumienić. Do patelni wlać pomidory z puszki, dodać koncentrat, dolać trochę wody (nie więcej niż szklankę) i dodać kostkę rosołową. Gotować bez przykrycia, aż płyn się zredukuje i wszystko nam ładnie zgęstnieje. Na koniec dodajemy fasolę i kukurydzę, wszystko solimy i pieprzymy i dusimy jeszcze ok 5min.
Podajemy z białym ryżem i ogórasem konserowym ew. kiszonym, przywiezionym z domu jak na każdego warszawskiego "słoika" przystało ;)
I voila!
O kuchni, jedzeniu, o mnie i trochę o wszystkim.. Bardzo nie na poważnie, smacznie, prosto, nawet dla najoporniejszych
czwartek, 23 maja 2013
poniedziałek, 20 maja 2013
Obiad awaryjny!
Dawno mnie tu nie było. A wszystko przez majówkę. Współlokatorki jak na prawdziwe warszawskie "słoiki" przystało nazwoziły z domu maaasę jedzenia i tymże żywiłam się przez ostatni czas. No i jeszcze juwenalia, zajęcia, imprezy - dużo kebabów i pizz, a mało gotowania. Tylko ile można..
Weekend spędziłam u mojego K. W niedzielę o poranku (czyli koło 13 :P) głód nas zwlekł z łóżka. A w lodówce... Głównie światło. Idziemy do Biedry? Oczywiście. A tu kolejna niespodzianka. Jako, że religijna jestem raczej umiarkowanie umknęło mi, że na niedzielę właśnie przypadają zielone świątki. Chwila paniki. Czyżby przyszło nam zejść śmiercią głodową? Po dokładnym przeczesaniu lodówki i zamrażalnika okazało się, że niekoniecznie. I chociaż wydawać by się mogło, że nic tu do niczego nie pasuje udało nam się z mym lubym ukręcić całkiem zjadliwy obiad w porcji zadawalającej :)
# Kotlety mielone podane z ryżem z warzywami i pikantną salsą.
kotlety:
- 200gram mięsa mielonego
- pół cebuli
- jajko*
- kromka chleba
- bułka tarta
- mąka
- przyprawy - sól, pieprz, majeranek
ryż z warzywami:
- 150gram ryżu białego
- pół opakowania mrożonych warzyw na patelnie
- curry
salsa:
- ok 5 pomidorów
- cebula
- 2 ząbki czosnku
- papryczki chili - wedle uznania (ew. może być suszone)
- łyżeczka cukru
- przyprawy - sól, pieprz, kolendra, bazylia
Przygotowanie:
Kotlety - Chlebek namaczamy w wodzie lub mleku. Cebulkę kroimy drobno i szklimy na maśle. Przekładamy do miseczki, dodajemy mięso, odciśnięty z nadmiaru płynu chleb i przyprawy. *I teraz myk z jajkiem. Ponieważ u mojego lubego bieda w lodówce dysponowaliśmy tylko jednym, więc rozkłóciłam je w miseczce widelcem, połowę dodałam do mięsa, a resztę zostawiłam do panierki. Masę wyrabiamy, formujemy kotleciki. Z podanej ilości wyszły mi 4 zgrabne mielone :) Smażymy na rozgrzanym oleju na złoty kolor.
Ryż - Ryż gotujemy wg instrukcji na opakowaniu. Warzywa wrzucamy na patelnie i przesmażamy. Ugotowany ryż dodajemy do warzyw, przyprawiamy curry. Ja do smaku dodałam jeszcze troszkę masełka (no ok, więcej niż troszkę :))
Salsa - Pomidory myjemy, przelewamy wrzątkiem, a następnie zimną wodą i wzorem Apaczów skalpujemy je. Następnie kroimy, niekoniecznie drobno i wrzucamy do gara. Dodajemy pokrojoną cebulę, czosnek, chilli i przyprawy. Gotujemy aż pomidory rozmiękną a woda odparuje i sos zgęstnieje.
Proste jak włos mongoła. Największą trudność sprawiło mi (no ok, NAM) zgranie wszystkiego w czasie.
I Voila!
Weekend spędziłam u mojego K. W niedzielę o poranku (czyli koło 13 :P) głód nas zwlekł z łóżka. A w lodówce... Głównie światło. Idziemy do Biedry? Oczywiście. A tu kolejna niespodzianka. Jako, że religijna jestem raczej umiarkowanie umknęło mi, że na niedzielę właśnie przypadają zielone świątki. Chwila paniki. Czyżby przyszło nam zejść śmiercią głodową? Po dokładnym przeczesaniu lodówki i zamrażalnika okazało się, że niekoniecznie. I chociaż wydawać by się mogło, że nic tu do niczego nie pasuje udało nam się z mym lubym ukręcić całkiem zjadliwy obiad w porcji zadawalającej :)
# Kotlety mielone podane z ryżem z warzywami i pikantną salsą.
kotlety:
- 200gram mięsa mielonego
- pół cebuli
- jajko*
- kromka chleba
- bułka tarta
- mąka
- przyprawy - sól, pieprz, majeranek
ryż z warzywami:
- 150gram ryżu białego
- pół opakowania mrożonych warzyw na patelnie
- curry
salsa:
- ok 5 pomidorów
- cebula
- 2 ząbki czosnku
- papryczki chili - wedle uznania (ew. może być suszone)
- łyżeczka cukru
- przyprawy - sól, pieprz, kolendra, bazylia
Przygotowanie:
Kotlety - Chlebek namaczamy w wodzie lub mleku. Cebulkę kroimy drobno i szklimy na maśle. Przekładamy do miseczki, dodajemy mięso, odciśnięty z nadmiaru płynu chleb i przyprawy. *I teraz myk z jajkiem. Ponieważ u mojego lubego bieda w lodówce dysponowaliśmy tylko jednym, więc rozkłóciłam je w miseczce widelcem, połowę dodałam do mięsa, a resztę zostawiłam do panierki. Masę wyrabiamy, formujemy kotleciki. Z podanej ilości wyszły mi 4 zgrabne mielone :) Smażymy na rozgrzanym oleju na złoty kolor.
Ryż - Ryż gotujemy wg instrukcji na opakowaniu. Warzywa wrzucamy na patelnie i przesmażamy. Ugotowany ryż dodajemy do warzyw, przyprawiamy curry. Ja do smaku dodałam jeszcze troszkę masełka (no ok, więcej niż troszkę :))
Salsa - Pomidory myjemy, przelewamy wrzątkiem, a następnie zimną wodą i wzorem Apaczów skalpujemy je. Następnie kroimy, niekoniecznie drobno i wrzucamy do gara. Dodajemy pokrojoną cebulę, czosnek, chilli i przyprawy. Gotujemy aż pomidory rozmiękną a woda odparuje i sos zgęstnieje.
Proste jak włos mongoła. Największą trudność sprawiło mi (no ok, NAM) zgranie wszystkiego w czasie.
I Voila!
![]() | ||
| Ilość salsy nie poraża, ale to dlatego, że wyszła na prawdę pikantna - wolałam się oszczędzić ;) |
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)

